Wykłady

Czakry

CZYTAJ

Prawo lustra

CZYTAJ

Prawda naszego wnętrza

CZYTAJ

Kosmiczne Prawo Wolnej Woli

CZYTAJ

Zmiany 2012 - uwal­nia­nie grun­tow­nych tematów

CZYTAJ

Różnorodność

CZYTAJ

Punkt wyjścia

CZYTAJ

Czakry

Cza­kry to ostat­nio bar­dzo popu­larny temat. Dla­tego tez posta­no­wi­łam podzie­lić się z Wami moim oso­bi­stym doświadczeniem.

Któ­re­goś dnia obu­dzi­łam się wcze­snym ran­kiem i nie otwie­ra­jąc oczu, zoba­czy­łam swoja cza­krę serca. Mocno zdu­miało mnie to, co ujrza­łam, gdyż nie zga­dzało się z wie­dzą, jaką posia­da­łam na temat czakr. Zawsze uczono mnie, że pod­sta­wowa cza­kra serca ma kolor zie­lony. Moja miała kolor tęczy, a wła­ści­wie tęcza nie jest pre­cy­zyj­nym sło­wem, ponie­waż moja tęcza zaczy­nała się od lśnią­cego bia­łego koloru, a dopiero póź­niej prze­cho­dziła w kolejne kolory zna­ne mi z tęczy. Dane mi było zaob­ser­wo­wać cały pro­ces i dojść do zro­zu­mie­nia. W cza­sie obec­nej trans­for­ma­cji Ziemi, jak i ludzi ją zamiesz­ku­ją­cych, roz­po­czął się pro­ces połą­cze­nia wszyst­kich, nazwijmy to sta­rych czakr, w jedna cza­krę serca. Zoba­czy­łam tez, iż cza­kra ta wysu­nęła się z ciała fizycz­nego na zewnątrz, na odle­głość jakieś 20 – 30 cen­ty­me­trów od ciała. Chyba mogę z powo­dze­niem nazwać ten pro­ces natu­ral­nym i zgod­nym z pro­ce­sem transformacji.

Prawo lustra

Przy­szedł mi dziś jesz­cze jeden inte­re­su­jący temat do głowy. Cho­dzi o popu­larne poje­cie, że ludzie, któ­rzy poja­wiają się w Twoim życiu, są jak lustra dla cie­bie.
Chcia­ła­bym troszkę roz­sze­rzyć tę per­spek­tywę o moje widze­nie.

Szcze­gól­nie w świe­cie ezo­te­ry­ków, dość modne ostat­nio jest stwier­dze­nie i rada: „Jak nie możesz sobie z kimś z oto­cze­nia pora­dzić, nie możesz w jakimś aspek­cie go zaak­cep­to­wać, to przy­patrz się sobie, jaki aspekt Cie­bie on odbija”.

Jest w tym część prawdy, ale myślę, że nie cała.

Stwier­dze­nie suge­ruje, że tylko my mamy pracę do wyko­na­nia w tym tema­cie, a osoba naprze­ciw jest tylko naszym odbi­ciem.
Poza tym że logicz­nie, my tez jeste­śmy lustrem dla tej osoby, to roz­sze­rzę te sprawę o jesz­cze jeden aspekt. A mia­no­wi­cie, zda­rza się cza­sami, że te osoby nic sobie nie     odbi­jają… lecz tkwią w tym samym pro­gra­mie i wzmoc­nie­nie go podwój­nie, daje też szanse na roz­po­zna­nie tego pro­gramu, blo­kady, arche­typu… itp. w sobie.
Sprawa widze­nia wszyst­kiego tylko jako lustra tez może się stać pułapką dla naszej chęci rozwoju.

Prawda naszego wnętrza

Kochani, dziś będzie tro­chę bar­dziej pry­wat­nie.

Ostat­nio bar­dzo prze­ję­łam się, że mam już tro­chę lat, wiele związ­ków z ludźmi za sobą i nie bar­dzo pamię­tam, czy wszyst­kie oddzia­ły­wały na mnie korzyst­nie.
W związku z tym posta­no­wi­łam, metoda Drogi do wol­no­ści – Moni Jakub­czak, wszystko oczy­ścić. Ponie­waż nie pamię­ta­łam wszyst­kich imion, po pro­stu sfor­mu­ło­wa­łam to w ten spo­sób, że popro­si­łam swoje Wyż­sze Ja o oczysz­cze­nie całej mojej istoty z ludzi i istot, które obni­żają moje wibra­cje.
Następ­nej nocy mia­łam sen. Śniłam o mojej ostat­niej pra­co­daw­czyni, która kazała mi wyko­nać jakieś zada­nie, a ja w peł­nej har­mo­nii i spo­koju wewnętrz­nym, odmó­wi­łam jej, mimo, iż wie­dzia­łam, że stracę źródło utrzy­ma­nia.
Kolej­nej nocy śniłam o mojej sta­rej przy­jaźni z dziew­czyną, z którą nie mam już kon­taktu od 10–ciu lat. We śnie zapro­si­łam ją na kawę i powie­dzia­łam jej o wszyst­kich             pozy­tyw­nych uczu­ciach, jakimi ją darze.
Sytu­acje te zda­rzyły mi się naprawdę, tylko moja reak­cja na nie była zupeł­nie inna.

Tro­chę czasu spę­dzi­łam nad zro­zu­mie­niem, co moja pod­świa­do­mość chciała mi       prze­ka­zać. Szu­ka­łam wspól­nego mia­now­nika dla obu snów. I wresz­cie do mnie dotarło.
Zro­zu­mia­łam, w odnie­sie­niu do mojego oczysz­cza­nia, że sny miały mi poka­zać, że      naj­waż­niej­szą rze­czą dla nas ludzi, poszu­ki­wa­czy prawdy, nie jest szu­ka­nie w różnych sytu­acjach racji mojej, bądź kogoś, nie jest oce­nia­nie – dobre lub złe.
Naj­waż­niej­sza jest nasza reak­cja, zgodna z naszym odczu­ciem, w peł­nej har­mo­nii,   miło­ści i odwa­dze naszego wnę­trza. To jest wła­śnie odna­le­ziona dla nas prawda.

Kosmiczne Prawo Wolnej Woli

Tym razem chcia­ła­bym podzie­lić się z Wami moimi prze­my­śle­niami na temat jed­nego z Kosmicz­nych Praw: Prawa Wol­nej Woli.
Dużo się o tym mówi, nawet w krę­gach poza ezo­te­rycz­nych, np. w kościele. Zawsze wyda­wało mi się to dość pro­ste w obsłu­dze, po pro­stu cze­goś chcę, lub nie chcę i     wyra­żam na to zgodę, bądź nie. Z powodu tam­tej­szej świa­do­mo­ści, naro­bi­łam sobie dużo bała­ganu w życiu.

Mam też za sobą, oczy­wi­ście, bunt prze­ciwko Bogu, który obda­ro­wał nas wolną wolą, a póź­niej, oka­zuje się, że nasze Życie toczy się tak, jak byśmy jej nie posia­dali. Dopiero z bie­giem lat, doświad­czania i posze­rza­nia świa­do­mo­ści, coś – nie­coś do mnie dotarło i zoba­czy­łam na końcu świa­tełko zro­zu­mie­nia. Oczy­wi­ście oświe­coną nie jestem, więc biorę pod uwagę, że to jesz­cze nie koniec pro­ce­sów.

Przejdę do kon­kre­tów. Wydaję mi się, że pod­sta­wowy błąd inter­pre­ta­cyjny, doty­czący naszej wol­nej woli, jaki popeł­niamy, to łącze­nie jej z naszą ego -​ osobowością. Z czego wyni­kają potem nie­po­ro­zu­mie­nia. Myślę, że wolną wolę należy raczej łączyć z naszą Dusza, bo to do niej przy­na­leży to prawo. Jeśli tak podej­dziemy do sprawy, to nagle sta­nie się jasne, dla­czego cza­sami czu­jemy się pozba­wieni wol­nej woli.

Nasza Dusza ma swój plan i swoja zgodę, a nasza ego – ​osobowość ma swój plan.   Cza­sami te plany nakła­dają się i wtedy jest dla nas dobrze i mamy poczu­cie har­mo­nii, a cza­sami (oba­wiam się, że nawet dość czę­sto), te plany róż­nią się. Wobec tego, co należy czy­nić?

Tutaj docho­dzimy do punktu, który nie jest łatwy. Naj­lep­szym dla nas wyj­ściem jest      pod­da­nie naszej woli, woli naszej Duszy. To ona jest nad­rzędna w two­rze­niu i pla­nach naszego życia i ona wie co jest dla nas nie­zbędne.
Dla naszego ego nie jest to łatwe, gdyż nikt nie lubi rezy­gno­wać z wła­dzy, ale w szer­szej per­spek­ty­wie wygląda to tak, jak­by­śmy odda­wali wła­dzę więk­szej i mądrzej­szej czę­ści nas samych, więc nie ma stra­chu, dobrze na tym wyj­dziemy.
Pro­ces można cią­gnąć dalej, aż do pod­da­nia naszej woli, w ręce woli naszego Stwórcy.
Myślę jed­nak, że trzeba przez to przechodzić stop­niowo, bo do każ­dego stop­nia potrzeba dużo otwar­cia, wiary, no i w naszym wymia­rze, sporo czasu. Ten pro­ces, to nasza ewolucja.

Zmiany 2012 - uwal­nia­nie grun­tow­nych tematów

Wczo­raj mia­łam cie­kawe olśnie­nie. Chcia­ła­bym się tym z Wami podzielić.

Po obu­dze­niu, nad ranem, a było jesz­cze dość ciemno, poja­wiło mi się w gło­wie dużo myśli.

Naj­pierw zaczę­łam się zasta­na­wiać, jaki temat prze­wodni, wciąż nie­roz­wią­zany,        towa­rzy­szy mi przez cale życie. To nie było spe­cjal­nie odkryw­cze. Ten temat to           part­ner­stwo. Póź­niej poczu­łam, że ten czas do końca zamknię­cia cyklu 2012 roku jest cza­sem przy­śpie­sza­ją­cym roz­po­zna­nie tema­tów. No i w tym miej­scu poja­wił się pewien błąd. Uzna­łam, że to czas na szyb­sze prze­pra­co­wa­nie tema­tów, więc poja­wił się jesz­cze więk­szy stres, gdyż wciąż nie uda­wało mi się tego tematu prze­pra­co­wać, a już go mia­łam ser­decz­nie dosyć. Wciąż widzia­łam tylko dwa wyj­ścia. Pod­jąć się prze­pra­co­wa­nia, albo nie wytrzy­mać i uciec, odciąć się od tego.

Wczo­raj­sze olśnie­nie pole­gało na tym, że zoba­czy­łam trze­cie wyj­ście, któ­rego wcześniej nie mogłam zoba­czyć z powodu błędu inter­pre­ta­cyj­nego. Dotarło do mnie, że ten czas służy tylko roz­po­zna­niu tema­tów w nas, a Cudem i Szansą tego wła­śnie czasu jest   moż­li­wość odda­nia ich nie­prze­pra­co­wa­nych do Istot Świa­tła w celu trans­for­ma­cji. Czyli w skró­cie mówiąc: mamy moż­li­wość roz­wią­zy­wa­nia kon­trak­tów duszy za obo­pólną zgodą dusz i Stwórcy w tema­tach, w któ­rych jesz­cze nie zna­leź­li­śmy sami roz­wią­za­nia. Nasz np. part­ner prze­staje być zobli­go­wany do bycia naszym lustrem i poka­zy­wa­nia nam wciąż i wciąż danego tematu.
Kiedy to głę­boko poczu­łam, dozna­łam ulgi i wiel­kiego wspar­cia z Góry. Wresz­cie poja­wiła się dla mnie prze­strzeń w moim wnę­trzu na przeży­wa­nie miło­ści, jed­no­ści, zro­zu­mie­nia i szczę­ścia, bez zakłó­ceń i ocze­ki­wa­nia na kolejne doświad­cze­nia mające mnie          kon­fron­to­wać z nie­za­ła­twio­nymi tema­tami. Mam nadzieje, że w tym, co napi­sa­łam,   odnaj­dzie­cie też sie­bie (oczy­wi­ście Wasz grun­towny temat może doty­czyć cze­goś innego) i uwol­ni­cie się od niego także. Pozwól­cie sobie na wol­ność i relaks.

Różnorodność

Chcę się podzielić pewnymi przemyśleniami.

Wiele się naczytałam w popularnej ezoteryce o świadomości jedności i konieczności dążenia do niej. Rozmyślałam o tym wiele. Coś mi się nie zgadzało, ale nie bardzo wiedziałam co. Wreszcie dotknęłam tego czułego punktu. Okazało się, że tak bardzo koncentrujemy się na idei jedności, że pominęliśmy, z mojego punktu widzenia, istotny schodek.

Tym punktem jest akceptacja Różnorodności. Brzmi to tak jasno, ale tylko na pierwszy rzut oka. W moim przyjęciu różnorodności, jako faktu, mieści się pokora, skierowana na Boskie Źródło, które w różnorodności form się przejawia. Mieści się też głęboka akceptacja różnych istnień i danie im w sobie samej prawa i szacunku do ich istnienia, co nierozerwalnie łączy się z brakiem chęci zmiany kogokolwiek, naprawiania, oceniania go.

Zadałam sobie pytanie, jak można osiągnąć jedność, jeśli nie zaakceptowało się w pełni różnorodności? Przecież różnorodność, to akceptacja naszej indywidualności, miłość do siebie, tolerancja. Wszystko to, wynikające z naszego wewnętrznego doświadczenia, daje nam pewność, że faktycznie mamy gotowość na doświadczenie jedności.

Intelektualne przyjęcie różnorodności, to nie to samo, co doświadczenie jej. Dopiero wtedy jesteśmy gotowi na ujrzenie tych różnorodnych form jako kreacji stworzonych i pochodzących z Boskiego Źródła. Kolejnym etapem jest doświadczenie jedności.

Czas transformacji - nasza nadzieja

Obserwuje różne punkty widzenia dotyczące rzeczywistości i dochodzę do wniosku, że są dwa podstawowe. Jeden pozwala nam widzieć rzeczywistość, jako splot przypadkowych zdarzeń, a drugi idzie w przeciwna stronę, nieprzypadkowych powiązań. Tłumaczone są one w różnoraki sposób, poprzez istnienie karmy, czy Boskiego Źródła wpływającego na nas. Chciałabym zaproponować jeszcze inny sposób widzenia. Będzie on, moim zdaniem, łatwiejszy do przyjęcia z powodu szansy, jaką daje nam energia transformacji. Sposób ten nie zaprzecza istnienia żadnej z poprzednich dróg. Pojawia się tylko z patrzenia pod innym kątem na rzeczywistość. Jedyne czego wymaga, to zgody na odpowiedzialność za własne życie i pozostawanie w przytomności codziennej chwili.

Co mam na myśli? Jesteśmy w rzeczywistości wielkimi, wielowymiarowymi istotami, obdarzonymi wolną wolą i umiejętnością kreowania. Błąd, który najczęściej popełniamy to przyjęcie, że wolną wolę ma nasz umysł. Natomiast przynależy ona do naszego wyższego poziomu.

Kolejnym sprostowaniem jest przyjęcie, że kreatorami własnej rzeczywistości jesteśmy cały czas, świadomie bądź nieświadomie. Ktoś może zapytać: „Jak to? Tak kiepski świat kreujemy?”

Odpowiedz zawiera się w zrozumieniu mechanizmu kreowania.

Nasz wyższy poziom kreuje naszą rzeczywistość na podstawie tego, co mamy w niższej świadomości, czyli podświadomości. Tam natomiast mieszczą się wszystkie programy, schematy, lęki, traumy z tego czasu, jak i poprzednich. Ponieważ nasza nadświadomość jest też naszym nauczycielem, to stara się na wszelkie sposoby stworzyć nam możliwość skorygowania tego, czego chcemy doświadczać. Najprostszym tego sposobem jest pokazanie nam błędu jaki robimy, poprzez odbicie go w rzeczywistości zewnętrznej.

Prosty przykład: Jak kobieta żyjąca w programie kata i ofiary jest w stanie go zauważyć?

Tylko wtedy, gdy doświadczy go w swoim życiu, czyli musi pojawić się partner, który rezonuje z tym programem. Wtedy tworzą zgraną parę: kat i ofiara. Ciągną ten wzorzec tak długo, aż wreszcie nadejdzie rozpoznanie. Powstaje wtedy szansa na zmianę i właśnie do tego punktu prowadzi nas nasz wyższy poziom.

Kiedy zrozumiemy ten mechanizm, gdyż jest on naturalnie występujący w naszej rzeczywistości, to natychmiast pojawia się przed nami szansa na podjecie świadomej pracy nad kreowaniem rzeczywistości, której pragniemy. To nazywam właśnie rozwojem duchowym.

Punkt wyjścia

Dziś chciałabym podzielić się pewnym przemyśleniem z ostatnich dni. Nazwałam go roboczo punktem wyjścia. Krotko wyjaśnię o co mi chodzi.

Mamy typowy ludzki zwyczaj porównywania się do innych i oceniania ich i siebie. Zazwyczaj robimy podstawowy błąd, właśnie dlatego, że nie bierzemy pod uwagę punktu wyjścia każdego z nas. Chodzi mi oczywiscie o rozwoj duchowy, nas jako jednostkowej istoty wielowymiarowej.

Każdy z nas jest na innym szczeblu drabiny rozwoju. To co nam może wydawać się czyms prymitywnym, wstecznym, bądź złym, tak naprawdę w życiu danego człowieka może być wielkim krokiem naprzód. Posłużę się konkretnym przykładem. Powiedzmy, że dusza w poprzednim życiu była omotana demonicznymi energiami, a w tym życiu dana jednostka wylądowała w wiezieniu z powodu jakiegoś niecnego czynu. My, zapominając, bądź nie będąc świadomymi punktu wyjścia danej osoby, możemy pokusić się o negatywną jej ocenę. Natomiast w rozwoju tej osoby, może to być krok milowy w stronę Światła, choćby z powodu tego, że przyjęła kodeks moralny postępowania więziennego. Czyli ta osoba dotyka pewnej moralności, uczy się, zbiera doświadczenia i to jest jej rozwój. Oczywiście w naszej ocenie może wypaść dużo gorzej.

Pytanie tylko czy jest to Prawda?